Czasami mam problem ze zrobieniem biżuterii dla samej siebie…
Z jednej strony podobają mi się moje prace, a z drugiej wiem, że nie mogę mieć wszystkich i większość trafia do sklepiku. Tak było też ze sznurem tureckim. Strasznie mi się podobały ale wszystkie, które zrobiłam dzielnie odłożyłam na sklepowe „półki”….

aż wreszcie przyszedł czas na mnie – postanowiłam zrobić sobie bransoletkę na wesele. Połączyłam blado różowe „toho” z pięknymi opalizującymi granatowymi „fire polish” i wyszła taka delikatna błyskotka.
Założyłam ją na wesele do fuksjowej sukienki, a później już się z nią nie rozstawałam.
Myślę, że warto było zaczekać i nie brać wszystkich wcześniejszych – taka wyczekana błyskotka cieszy jeszcze bardziej.
Ta bransoletka zostaje u mnie, ale wszystkie inne znajdziecie w moim sklepiku.


