Może będziecie się śmiać, że szewc bez butów chodzi a biżuteryjka bez kolczyków. Fakt ostatnio na co dzień chodzę bez kolczyków, ale….
…. na wyjścia staram się mieć takie z „efektem woow”. Tym razem jednak są to kolczyki lat minute. Dopiero w zeszłym tygodniu znalazłam odpowiednią sukienkę, a jeszcze były poszukiwania butów. We wtorek wpadłam na 15 minut do CH i wyszłam z dwiema parami. To nie zakupoholizm, a wyższa konieczność – tak to sobie tłumaczę 😛

Wracając do kolczyków, dopiero mając sukienkę i buty mogłam się nimi „na spokojnie” zająć [jeśli rozumiecie co znaczy spokojnie przy 9 miesięcznym królewiczu, który nie bardzo uznaje instytucję snu – zwłaszcza w ciągu dnia i zaczyna chodzić]. Koniec końców udało się i w piątek późnym popołudniem były gotowe. Sesji zdjęciowej doczekały się jednak dopiero po premierze 🙂
Koralikowa falbanka trochę faluje, ale ja jestem zadowolona, a Wam się podobają?
A w ramach bonusu pokazuję Wam też zdjęcie z moimi pięknymi weselnymi pazurkami.


